Teneryfa- wyspa różnorodności

Posted by

Ha!

Życie bywa przewrotne, jak … każdy ma prawo dokończyć samodzielnie porównanie na potrzeby własnej codzienności.

Unikałem podróży po Europie jak ognia, twierdząc że na to przyjdzie czas na emeryturze, a poza tym tu wszędzie jest prawie tak samo. Postanowiłem jednak przestać ignorować fakt, że od ok. 3 lat podróżuję głównie po Europie a skoro tak jest to znaczy, że myliłem się w swoich pierwotnych założeniach co do nudy jaką wieje na naszym kochanym starym kontynencie. Do tego doszło nowe hobby – paralotnie, które w naturalny sposób zgrało się z chęcią podróżowania i odkrywania nowych dla mnie miejsc. Teraz wybierając kierunek podróży od razu rodzi mi się w głowie pytanie „czy oby na pewno da się tam latać?”.

Od czasu powrotu z Wietnamu i Laosu nie chciało mi się opisywać małych wypraw i spokojnie, nie zamierzam teraz nadrabiać wszystkich zaległych wpisów, jednak napiszę o najświeższej podróży z jakiej wróciłem. Tylko proszę doczytaj do końca zanim rzucisz kamieniem 😉

Nie oszukujmy się, gdzie można „na szybko” wyjechać z Polski, żeby było ciepło, blisko, w miarę ciekawie i egzotycznie? Wyspy Kanaryjskie jakby nie patrzeć są w czołówce takich miejsc. Jeśli dodatkowo nie mamy nadmiaru czasu i pieniędzy,  bezpośrednie, tanie loty nabierają znaczenia.

Teneryfa, wbrew temu co miałem zakodowane w głowie, nie jest jedną z cukierkowych wysepek Atlantyku przystosowanych głównie pod niemieckich emerytów na wózkach elektrycznych; nie jest też jedną wielką plażo-dyską pełną kolorowej młodzieży i kolorowych pastylek. Wyspa jest całkiem duża, jakieś 80x50km, przejechanie z jednego końca na drugi zajmuje ok. 2 godzin.

SAM_8879

Widok z okna pokoju w Puerto de la Cruz to najlepsze co oferował nasz hotel

Mówiąc o Teneryfie, można zacząć chyba tylko w jeden sensowny sposób: Teide.
Teide to czynny wulkan (ostatnia erupcja w 1909 r.), jednocześnie najwyższy szczyt Hiszpanii, oraz najwyższa góra na wszystkich atlantyckich wyspach (3718 m.n.p.m.) Właściwie wyspa jest położona na Teide a nie odwrotnie.

Tak wysoka góra oczywiście ma wpływ na klimat. Przy dominujących kierunkach wiatru z płn-wschodu, szczyt wulkanu całkiem skutecznie zatrzymuje większość frontów atmosferycznych po północnej stronie wyspy, tworząc coś w rodzaju „cienia” na południu. Określenie „cień” nie jest może zbyt trafne, bo właśnie zwykle tam, wbrew intensywnym frontom dookoła, można się cieszyć pięknym słońcem i brakiem wiatru. Nie będę zanudzał jak Pani Chmurka, powiem tylko jakie to ma konsekwencje dla zbłąkanego turysty. Północ wyspy jest chłodniejsza, jednak wygląda bardziej tropikalnie (większe opady sprzyjają bujnej roślinności). Na południu natomiast jest o wiele bardziej sucho, cieplej, momentami prawie pustynnie.

SAM_8803

Teide

Na Teneryfę dostać się można na wiele sposobów. Można przypłynąć statkiem, co jest prawdopodobnie najstarszą metodą, można przylecieć samolotem, co jest obecnie najpopularniejsze, nie należy również wykluczać teleportacji bezpośrednio na wyspę, co pewnie będzie jeszcze długo utrudnione po części przez ograniczenia technologiczne, a po części przez to, że dużą powierzchnię na wyspie zajmują różnego rodzaju agresywne kaktusy.

Jeśli chodzi o loty, to jak w wielu innych miejscach możemy znaleźć loty liniowe i czarterowe. Z Polski ostatnio Ryanair lata bezpośrednio. Czartery można znaleźć w Rainbow Tours, czy TUI. Wraz z ubiegającym do wyjazdu czasem ceny lotów liniowych drożeją a czarterów tanieją (pod warunkiem, że są jeszcze wolne miejsca) i kierując się tą zasadą zawsze można coś w sensownej cenie upolować. W naszym przypadku ceny czarterów wyniosły jakieś 575zł/os w obie strony z bagażami. Bagaże to akurat dość istotna kwestia, jeśli leci się z paralotnią. Ryanair za bagaż sportowy każe dopłacać po 127zł w jedną stronę. Dlatego czasem nie warto napalać się na tanie loty z kilkoma przesiadkami. Bagaż, za który zapłacimy dodatkowo, będzie często droższy niż nasz bilet.

Po przyjeździe na miejsce poświęciliśmy resztę dnia na spokojne rozejrzenie się po okolicy. Zatrzymaliśmy się w Puerto de la Cruz, miasteczku na północy wyspy, które zaskoczyło mnie głównie architektonicznym chaosem. Może podświadomie spodziewałem się czegoś podobnego jak na Lanzarote, gdzie wszystkie budynki są pomalowane na biało a całe miasta  mają okiennice w tym takim samym kolorze. Nic z tych rzeczy. Góralskie domki na pomorzu to naprawdę nic przy tym urbanistycznym bajzlu. Widać jednak, że nie to jest najważniejsze, nie forma a treść. Tutejsze knajpki nie grzeszą jakimkolwiek wystrojem, jednak na każdym rogu znajdzie się jakieś dobre, świeże tapas i kieliszek vino de la casa, które może nie wszędzie jest z przydomowej winnicy, ale i tak warto.

SAM_8747

Puerto de la Cruz

 

 

 

 

 

SAM_8750

Puerto de la Cruz

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Odkryciem dnia okazało się churros. Nie zwykłe churros (paluszki z ciasta takiego jak na pączki) a mistrzostwo świata jeśli chodzi o churros. Znaleziona niedaleko nabrzeża churrería była niejednokrotnie naszym ostatnim celem dnia.

Churrería – to swoją drogą ciekawe słowo. Coś jak cafeteria, czy pizzeria.

Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby Hiszpanie nie posunęli się dalej. I tak na wyspie zobaczyć można cerveceríe (piwiarnie),  czy na przykład funeralie, co w wolnym tłumaczeniu będzie chyba pogrzebownią.

Żeby spokojnie przemieszczać się po wyspie i dotrzeć wszędzie gdzie się chce, warto wynająć auto. Koszt ok. 180 euro/tydzień najlepiej rozłożyć na 4 osoby. Koszt pokrywa wszystko oprócz paliwa, oczywiście da się taniej (nawet o połowę), jednak wtedy wypożyczalnie obciążają nas odpowiedzialnością za uszkodzenia na ok. 3 tys. euro tzw. excess, czyli w przypadku kiedy ktoś nam np. przerysuje auto, pokrywamy część kosztów do 3 tys. euro. Najtańsze wypożyczalnie to Orcar, Cicar. Lepiej rezerwować z wyprzedzeniem, wtedy jest szansa na lepsze ceny.

Teide

Pierwszą rzeczą jaka przychodzi tu do głowy to „czy można się dostać na szczyt Teide?”. Można, a nawet trzeba.

Udało nam się znaleźć na to dwa sposoby. Treking i kolejka linowa. Co ważne, niezależnie od sposobu dostania się na górę, wejścia pod sam krater Teide są limitowane, ale bezpłatne. Trzeba z kilkutygodniowym wyprzedzeniem zarejestrować się na stronie https://www.reservasparquesnacionales.es/real/ParquesNac/usu/html/inicio-reserva-oapn.aspx?cen=2&act=+1 

Jeśli nie zdążymy, możemy wejść/wjechać prawie na sam szczyt. Widok z pewnością wynagrodzi nam trud trekkingu, czy koszt kolejki (27 euro w obie strony).

Treking zaczynamy z parkingu przy Montaña Blanca  GPS: 28.259522, -16.602934

Idziemy ok. 5 godzin żółtym szlakiem.

Leniwa opcja to gondola, 3 km dalej drogą TF-21 na płd-zachód znajdziemy Teleferico Del Teide czyli stację kolejki.

SAM_8780

W drodze na górę

Masca

Kolejną ciekawą opcją na wyspie jest wąwóz Masca. Sama droga do wioski Masca jest spektakularna. Górskie serpentyny z widokiem na ocean i wąwóz wijący się wśród ostrych magmowych skał. Miejsce jest dość popularne, jednak większość turystów przyjeżdża do samej wioski. Nieliczni schodzą w wąwóz poniżej. Przyjście wąwozem zajmuje ok. 3,5 godziny, widoki wynagradzają wcale niełatwą ścieżkę. Wulkaniczny jar z płynącym w dole strumykiem, rosnącymi wokół opuncjami i pionowymi zboczami prowadzi na plażę, skąd kursują wodne taksówki. Przejście jest całkiem wymagające, nie jest to klasyczna przystosowana pod europejskich turytów ścieżka, jednak klimat i widoki po drodze wynagradzają trudy spaceru. Zdecydowanie polecam trekkingowe buty, chociaż sam, nieświadomy trudności, zdobyłem tą ścieżkę w sandałach. Nie można mi jednak zaliczyć zadobycia w czystym, polskim stylu, bowiem zabrakło skarpetek i reklamówki z bierdonki.

 

Przechodząc płynnie do latania na paralotni, kilka słów o:

Taganana. Północno- wschodni kraniec wyspy jest całkowicie bajkowy. Górskie serpentyny ciągną się kilometrami wśród ostrych szczytów i gęstych tropikalnych lasów. Wijąca się droga doprowadziła nas do położonej na wybrzeżu miejscowości Almaciga. Stamtąd kierując się GPSem chcialiśmy podjechać na startowisko Taganana. Droga zwężała się do rozmiarów zbliżonych do szerokości naszego Opla Corsy a pochylenie było coraz większe. Podjeżdżając brukową dróżką na pierwszym biegu pod górę nie traciliśmy optymizmu do momentu kiedy dróżka skończyła swój bieg przy jakimś domostwie, skąd na nasz widok rozległ się przeciągły jęk pożałowania. Faktycznien nasza sytuacja nie wyglądała różowo. Staliśmy na bardzo stromej, wąskiej dróżce, bez możliwość ruchu ani zawrócenia. Miejscowi wyjaśnili nam, że faktycznie jest tam startowisko i czasem ktoś lata ale w lecie. Poza tym nie da się tam dojechać i trzeba dojść pieszo. Stojąc tam w T-Shirtach ciężko nam było przyjąć do wiadomości że jest zima, ale brak miejscowych pilotów skutecznie zniechęcił nas przed próbą wniesienia sprzętu na górę. Z pomocą miejscowych udało się nam zawrócić i wrócić na asfalt.

Mimo wszystko Taganana pozostanie w pamięci jako jedno z ładniejszych miejsc na Teneryfie.

SAM_8840

Taganana

Camera2-2015-11-01-13-01-22

Taganana

 

Jedzenie. Poza wspomnianymi churros, i innych tapas  na Teneryfie funkcjonują instytucje tzw. guachinche czyli przydomowe winnice z domowym jedzeniem. Odwiedziliśmy taki przybytek po drodze z Taganana. Ten, który mogę z całego serca polecić to Casa Santiago GPS: 28.533581, -16.251759 Mały przydrożny, obskurnie wyglądający zajazd, jednak pełen ludzi, zwłaszcza miejscowych. Jak się szybko okazało nie wystrój a jedzenie zapewniało tu tak duży ruch. Manu kilkudaniowe, jednak zaskakujące. Specjalnością jest mięso z kozy (carne de cabra, czyli w wolnym tłumaczeniu chupacabra), jednak jest też dużo wegetariańskich przysmaków i oczywiście pyszne wino…

Camera2-2015-11-01-14-57-02

Guachinche Casa Santiago

 

 

 

Paragliding

Dla wszystkich , którzy nie latają samodzielnie a chcialiby spróbować jak to jest, polecam kontakt z przesympatyczną parą, którą poznaliśmy na miejscu. Dorota i Jacek, czyli Sky Trip Tenerife, organizują na wyspie loty w tandemie https://www.facebook.com/skytriptenerife/

Teraz trochę informacji dla pilotów:

Na początek trochę ogólnych informacji o lataniu na paralotni na Teneryfie. Latać można przez cały rok. W miesiącach zimowych temperatura utrzymuje się w okolicach 20 st, może jednak być bardziej deszczowo niż w lecie. Wyspa dzieli się na dwie podstawowe strefy klimatyczne i bardzo często pomimo opadów i silnego wiatru na północy, na południu świeci słońce, nie wieje i da się latać.

Startowiska są niewielkie, jednak ładnie przygotowane (często wyłożone dywanikami sztucznej trawy). O wiele gorzej ma się sprawa z lądowiskami. Piloci przyzwyczajeni do standardów alpejskich, mogą czuć się niezbyt komfortowo. Nie uświadczymy tu pięknych łąk (a jeśli takową widzimy, oznacza to że jest tam pole golfowe i nie możemy tam lądować), czy rozległych płaskich nieużytków. Większość powierzchni wyspy to półpustynny, kamienisty krajobraz, dodatkowo upstrzony opuncją i aloesem o zaskakująco ostrych kolcach. Nie muszę dodawać, że awaryjne lądowania w przypadkowych miejsch mogą się skończyć bliższym poznaniem tych pięknych roślin. Jesteśmy jednak pilotami, nie botanikami, więc tego chcielibyśmy uniknąć. Tutaj, bardziej niż choćby w Alpach, warto przed lataniem dobrze obejrzeć lądowisko. Często jest wąskie, kamieniste i wymaga precyzyjnego podejścia.
Oczywiście da się lądować w innych miejscach, co sprawdziliśmy na własnej skórze, jednak jest to zwykle dodatkowy, niepotrzebny stres. Ostatnia uwaga: nie lądujemy na piaszczystych plażach. Piasek przywieźli specjalnie z Sahary i jest dość gęsto obsadzony przez turystów mniej aktywnie spędzających swoje wakacje. Lądowanie tam jest niebezpieczne i można być pewnym mandatu. Lądowanie na plażach z czarnym piaskiem rownież nie jest wskazane, ale akceptowalne.
Z założenia to był wyjazd paralotniowy, dlatego głównym wyznacznikiem tego co i gdzie robimy była pogoda.

Przy wietrze SW pojechaliśmy na południowo – zachodni kraniec wyspy, niedaleko słynnych klifów Los Gigantes

Jadąc drogą TF-82 na płd – wsch przed miastem Chio, trzeba skręcić w żwirową dróżkę ‚Camino Finca Chigora’ i po ok. 1 km zaparkować w zatoczce. Później spacerkiem na zachód pomiędzy opuncjami i po ok. 200m  znajdziemy niewielkie, ale całkiem przyjemne startowisko „Tamaima” GPS:  28.2490, -16.8179.

Latanie typowo termiczne. Przy silniejszym wietrze zachodnim i zdobyciu wysokości można porwać się na klify Los Gigantes (na północny – zachód od startowiska), jednak wcześniej trzeba koniecznie zrobić rekonesans, żeby na własne oczy zobaczyć w co się pakujemy. Wysokie klify schodzą bezpośrednio do morza i jeśli z jakiś powodów będziemy musieli tam lądować to jedyny skrawek plaży jest przy wąwozie Masca.

Spokojniejsza wersja latania tam to na kierunek zachodni i płd – zachodni w stronę morza.

Przyjemna, bezstresowa zabawa z termiką.

Najbliższe lądowisko jest w miasteczku na dole GPS: 28.239923, -16.830946, najlepiej dopytać miejscowych pilotów bo lądowiska często zmieniają lokalizacje.

Przy odrobinie szczęścia spotkacie na startowisku wysokiego delikwenta w bluzie z napisem „Ask me to fly”. To Henry z http://www.para42.com/. Zarobkowo organizuje paralotniowe wakacje na Teneryfie dla pilotów z różnych stron świata. Sympatyczny i pomocny typ, na pewno powie co wie.

SAM_8764

Gosia sie szpei. Tamaima.

Zdecydowanie najpopularniejszym starowiskiem na Teneryfie jest Taucho. GPS 28.1448, -16.7360.
Przy przeważających wiatrach NE ta część wyspy jest w gigantycznej zawietrznej, co paradoksalnie pozwala tu latać dzięki całkiem silnej termice. Wulkan osłania południowo-zachodnią część wyspy, gdzie tworzy się swojego rodzaju enklawa. Wszyscy uczyliśmy się unikania zawietrznej i pewnie wielu pilotów będzie miało mentalny problem z lataniem tam. Dla pocieszenia można sobie przeczytać np artykuł guru Bruca Goldshmita na ten temat http://www.xcmag.com/2005/03/icaristics-flying-in-the-lee/ oraz jak zawsze słuchać rad lokalnych pilotów.

Image1

Taucho

Udało mi się tam znaleźć podstawę chmur na ponad 1300m n.p.m. i na więcej nie ma raczej co liczyć. Zwykle podstawa jest poniżej 1000 m n.p.m.., jednak wystarczy to na całkiem fajne przeloty do ok. 20km.

Około 600m na płd – wschód od Taucho znajdziemy tajemniczy Barranco del Infierno (Piekielny wąwóz). To ścisły rezerwat przyrody, gdzie nie wpuszczają więcej niż 300 osób dziennie. Warto wlecieć pomiędzy ostre skały, żeby podziwiać dziewiczy krajobraz z góry.

Image2

Barranco del Infierno

Lądowiska są raczej ruchome, więc lepiej dopytać na miejscu. Podczas naszego pobytu jedno z nich zostało właśnie zastawione przez budowlanców. Można jednak założyć, że da się wylądować w okolicach zielonego supermarketu przy autostradzie, a przy dobrym noszeniu warto pokusić się o lądowanie na plaży La Caleta przy barze z parasolkami (z oczywistych względów).

IMG-20151104-WA0002

Lądowisko przy supermarkecie

Inne ciekawe miejsca do latania opiszę wyłącznie „teoretycznie”, zabrakło czasu, lub/i warunków na sprawdzenie empiryczne.

Ifonche – niedaleko Taucho. Gorszy i dalszy dojazd niż Taucho, ale za to 250 m więcej przewyższenia.

Izana – 2200m n.p.m. na zboczu wulkanu. Start na NW, lub SE. Miejscowi piloci podobno wczesnym rankiem robią zloty przez całkiem pokaźną warstwę chmur. Zabawa wymaga wcześniejszego przygotowania trasy GPS, do zrealizowania wyłącznie przy asyście miejscowych.

Północne wybrzeże oferuje sporą ilość ciekawych miejsc do latania na żaglu, jednak pod tym względem lepszym wyborem wydaje sie sąsiednia wyspa – Lanzarote, ale to już zupełnie inna historia…

Poniżej filmik z latania: