Babadag – Turcja z lotu paraptaka

Posted by

Ten wyjazd wyszedł bardzo spontanicznie, nawet jak na mnie. Z okazji weekendu majowego mieliśmy polatać na paralotniach. W grę wchodziły Alpy, Hiszpania, czy Wyspy Kanaryjskie, dlatego też pojechaliśmy do Turcji😉

Czas wyjazdu był ustalony wcześniej, jednak niespotykany, olbrzymi niż nad Europą zepsuł pogodę wszędzie dookoła. No, prawie wszędzie… Po przeanalizowaniu map pogodowych wyłoniły się dwa możliwe kierunki wyjazdu: Krym i Turcja. Ponieważ Rosjanie upodobali sobie ostatnio Krym (aż za bardzo), została Turcja, ale czy da się tam latać? Turcja kojarzyła mi się raczej z lataniem balonem nad Kapadocją.
Obywatel Mac Bucho pozbawił mnie wątpliwości, mówiąc o górze Babadag, coś w stylu “stary, to mekka paralotniowa! Góra 2 tys mertów wznosząca się nad samym morzem, lądowanie na gorącej plaży, stabilna pogoda, itd”.

Ostatecznie przekonały nas tanie last minute na trzy dni przed wyjazdem, do tego z zakwaterowaniem w Oludeniz -wiosce pod samą górą Babadag. Tym samym czekał mnie mój pierwszy w życiu wyjazd organizowany przez biuro podróży. Wiem, wiem, nie ma się czym chwalić. Na usprawiedliwienie mam tylko to, że była to najtańsza opcja, czyli 1250zł/os za przeloty, noclegi i śniadania na tydzień. Nie spodziewałem się jednak takiego folkloru i prowadzenia za rączkę. Nie jestem przyzwyczajony, że ktoś czeka na mnie na lotnisku, wiezie bezpośrednio do hotelu i jeszcze próbuje organizować czas na miejscu. Grzecznie podziękowaliśmy za rady rezydentki i zaczęliśmy robić swoje.

97410026

Paraszczęście

Pogoda zapowiadała się świetna i nie spieszyliśmy się z lataniem. Na początek chcieliśmy zrobić rekonesans i dowiedzieć się co gdzie i jak.

Miejsce to jest właściwie zorganizowane dla paralotniarstwa. Są profesjonalne firmy tandemowe, które zabierają turystów prosto z hotelu, wiozą na górę, lecą w tandemie i nagrywają filmik. Jest serwis wyciągania paralotni z wody, wraz z umyciem skrzydła ze słonej wody, jeśli komuś przydarzy się lądować awaryjnie. Są paralotniowe knajpy. Jest nawet koleś o podejrzanie brzmiącym imieniu Anal, który nagrywa filmiki pilotom jak latają. Wszystko co chcesz, ale nic za darmo.

Wyjazd na górę z lokalną firmą organizującą loty w tandemie (Gravity, albo ReAction) to koszt 15TL, do tego w połowie góry wszyscy “solo pilots” muszą zapłacić za bilet wstępu do parku narodowego 17TL. Nie byłoby w tym nic aż tak dziwnego, gdyby nie fakt, że każą płacić za każdym razem jak wjeżdżasz na górę, a nie na przykład raz dziennie. Dlatego każdy wjazd na górę to koszt dla pilota ok 10 euro łącznie.

Po około 20 minutach wjeżdża się serpentynami na górę, gdzie są przygotowane 3 startowiska na wszystkie kierunki. Widziałem już dobrze przygotowane startowiska, jednak to co jest tutaj bije na głowę wszystko. Wierzchołek góry jest zwyczajnie wyłożony kostką brukową… Tego typu przesadę widać na każdym kroku. Żeby tylko biznes się kręcił.

Camera2-2015-04-29-12-14-09

Wybrukowane startowisko

Góra Babadag ma prawie 2 tys m npm i jest właściwie położona nad samym Morzem Egejskim. Widoki są naprawdę piękne. Duże przewyższenie, woda, ładna pogoda,  dobra infrastruktura i mamy przepis na mekkę latania akrobatycznego.

Widok na Dolinę Motyli

Organizowane są tu liczne kursy SIV, piloci akro przyjeżdżają podszkolić swoje triki, dlatego dość często tuż obok mnie ktoś kręcił właśnie infinity tumbling, albo wyrzucał zapasowy spadochron.
Termika pozwala wykręcić sie pod podstawy chmur, jednak nie ma za bardzo gdzie odlecieć.
Lądujemy na plaży. Można lądować na chodniku wzdłuż nabrzeża, na piasku, czy na trawniku. Wszędzie gdzie znajdziemy sobie trochę miejsca.

Poza lataniem to co widać na obrazku:

Camera2-2015-05-03-18-20-20

Trekking, motyle, foki, co chcesz..

Nasz pierwszy lotny dzień został dość poważnie zakłócony przez wieczorną dawkę Whiskey. Sam wjazd na górę okazał się nie lada wyzwaniem. Maciek niestety podzielał moje obawy. Na  górze spotkaliśmy przyjaznego Rosjanina, z którym nie wiedzieć czemu rozmawialiśmy po angielsku.
” Jestudej aj łiski tu” -powiedział Rosjanin solidaryzując się z nami w bólu. Przeczekaliśmy tak kolejną godzinę obserwując startujące tandemy i wreszcie zebraliśmy się do lotu.

Poza lataniem udało nam się wybrać do pobliskiego miasteczka Fethiye głównie na targ wszystkiego, ale też na wybrzeże, gdzie można zjeść lokalne smakołyki na małych rybackich łajbach. Jednego dnia wynajęliśmy też skuter. Wbrew temu co słyszeliśmy, ruch uliczny tutaj jest względnie spokojny, przynajmniej mnie nie stresował. Motorek pozwala w łatwy sposób wyrwać się z turystycznych miejscówek i poznać trochę prawdziwego życia w okolicy. Miejscowi bardzo mili i pomocni, choć ciężko dogadać się po angielsku poza miejscami turystycznymi. Dobre jedzenie: pida, kebaby i inne przekąski można znaleźć właściwie wszędzie.

W Oludeniz najczęściej jedliśmy w knajpie nad Gravity. Jak mnie poinformowała przypadkowo poznana Serbka, to wręcz historyczna knajpa. Kucharz jest Grekiem i w kuchni łączy wpływy greckie z tureckimi. Najważniejsze, że mu to dobrze wychodzi, nie jest drogo, a jak ktoś ma ochotę to może też wziąć sziszę.

Camera2-2015-04-30-15-18-55

Nata, Maciek i Człowiek-Słoń

Poniżej filmiki z wyjazdu. Przyjemnego oglądania.

Hawk!