La Palma – święty kanaryjski spokój

Posted by

Pozostanie w Polsce przez całą zimę to jak sport ekstremalny -wymaga specjalnych predyspozycji i nie jest dla wszystkich.
Jeśli ktoś nie jest na to gotowy, nie chce, nie lubi, nie będzie i musi jechać choć na chwilę w ciepło,
wyspy kanaryjskie są zawsze dobrym, łatwo dostępnym kierunkiem.
Poza popularną Teneryfą, Gran Canarią, czy Fuertą są wysepki na które nie dociera masowa turystyka, jest spokojnie, nie tak komercyjnie, za to ciekawie i bardzo różnorodnie.
Tego właśnie szukałem na La Palmie – świętego kanaryjskiego spokoju.

Nie ma lotów bezpośrednich z Polski, my polecieliśmy na Teneryfę i stamtąd lokalnym lotem na La Palmę.
Wizyta na Teneryfie to zawsze dobra okazja, żeby wypić modżajto z mieszkającymi tam Dorotą i Jackiem czyli www.skytriptenerife.com/
O mały włos nie skorzystaliśmy z gościnności i nie zostaliśmy na tydzień, jednak cudem, dzięki szalonej jeździe Jacka i jego Padżero (czy raczej Montero) zdążyliśmy na lot na La Palmę.

Modżajto prawie tak dobre jak towarzystwo

Jak na tak małą wyspę jak La Palma, jest naprawdę dużo możliwości aktywnego spędzania czasu. Wiele tras trekkingowych, rowery, obserwatorium astronomiczne, wulkany, tropikalne lasy. Nas oczywiście najbardziej interesowało latanie na paralotni.
Najlepszą bazą do tego celu jest małe miasteczko Puerto de Naos. W miasteczku kilka knajpek, sklepów, czarna wulkaniczna plaża.

Impresja z kotem

La Palma to przede wszystkim olbrzymi, różnorodny park narodowy w obrębie powulkanicznych gór. Caldera de Taburiente mógłby być sam w sobie celem podróży. Różnorodna przyroda i klimat od tropików po wysokogórskie szczyty, mnogość szlaków trekkingowych, a przede wszystkim spokój i mało ludzi.

Caldera de Taburiente

 

Na najwyższy szczyt wyspy Roque de los Muchachos (ok 2400 m npm) można wjechać autem. Trasa biegnie serpentynami w górę i trzeba jechać ponad godzinę. W nocy można podziwiać stąd gwiazdy, w dzień można wybrać jedną ze ścieżek na kilkugodzinny, lub kilkudniowy trekking. Znajduje się tu nawet obserwatorium astronomiczne, dzięki odcięciu od świateł z kontynentu, to świetne miejsce na podziwianie nocnego nieba.

Wodospad

Z nielicznych atrakcji na wyspie, warto wspomnieć jeszcze o naturalnych basenach, gdzie woda morska przelewa się z oceanu przez murek do „basenu”. Na południowo zachodnim krańcu wyspy znajdziemy też malownicze solniska.
Nie ma tu kurortów, spa, pól golfowych. Na szczęście niewiele tu jest i to chyba najbardziej odróżnia tą wyspę od największych wysp archipelagu.

Salinas de Fuencaliente

Czas na paralotniową część wyjazdu.

Lokalny klub paralotniowy prowadzony przez sympatycznego Javiera, oraz mniej sympatycznego (eufemizm) Rodżera.
Klub pobiera opłatę 10 euro/tydzień od samodzielnych pilotów za… nie wiem właściwie za co. Nazwijmy to opłatą klimatyczną, lub jak kto woli mytem.
Dla niesamodzielnych pilotów głownie niemieckich, ich rodak Rodżer organizuje coś w rodzaju show. Pobiera od nich spore pieniądze za opiekę i organizowanie latania, po czym stara się opowiadać o prostych rzeczach w skomplikowany sposób, tak żeby przynajmniej w swoich oczach uzasadnić pobieranie pieniędzy za swoje towarzystwo. W taki sposób z gradientowego wiatru tworzy wiatr fenowy a pojęciem antycyklon straszy swoich słuchaczy jak niegdyś jego przodkowie straszyli cyklonem B.
Dla mnie lokalny klub okazał się nie tyle nieprzydatny, co wręcz irytujący.
Moje pytania odnośnie lokalnych warunków do latania spotykały się z niezbyt subtelną sugestią, że skoro nie wykupiliśmy w klubie specjalnej usługi przewodnictwa paralotniowego, to nie mamy co liczyć na konkretne informacje.
Jednym słowem Rodżer i Javier w oczywisty sposób nas zlewali, bo nie mieli z nas większych korzyści.
Tym samym ja zlewałem ich, oraz ich zakazy np. toplandingu.
Twierdzili, że nie pozwalają na lądowanie na górze, gdyż gorsi technicznie piloci widząc takie lądowanie róznież zechcą spróbować i może dojść do wypadku.

Może nawet bym się dostosował, gdyby… Nie ma opcji, żeby ktoś cię podwiózł na górę po auto (oficjalnie nie mają koncesji na wożenie pasażerów), nie udało nam się również znaleźć ścieżki prowadzącej na górę. Właściwie zostaje tylko spacer asfaltową drogą przez ponad godzinę wdychając spaliny ciężarówek. Ja wybrałem spokojne lądowanie na górze. Nikogo nie namawiam, jednak jestem fanem samodzielnego podejmowania decyzji dotyczących własnego bezpieczeństwa.
Przechodząc do konkretów, główne startowisko spokojnie nadaje się na toplanding, choć nie jest zbyt duże, trzeba uważać na turbulencje, oraz oczywiście nie można zakłócać startu innym pilotom.
W razie braku możliwości/chęci lądowania na startowisku, polecam lądowanie za startowiskiem, w ciągu jednaj z lokalnych dróżek.
Oczywiście, jeśli ktoś nie czuje się na siłach, lub po prostu nie chce lądować na górze, ma do dyspozycji olbrzymie, bezstresowe lądowisko przy plaży na dole.

Południowy kraniec wyspy

 

Poprzedni akapit jakiś pesymistyczny mi wyszedł, a niepotrzebnie, bo przecież bardzo miło było. To jedynie ku przestrodze dla przyszłych paraturystów. Alpy to to nie są, ale tez nie po to się tu jedzie. Jest przyjemnie i egzotycznie. Latanie, podobnie jak na Teneryfie na głębokiej, chronionej zawietrznej. Przeważają wiatry NE, skąd cały masyw wulkaniczny parku Caldera de Taburiente świetnie osłania zachodnią i południowo-zachodnią część wyspy. W efekcie wiatr w plecy rzędu 6-7m/s wg prognoz wcale nie wyklucza latania, wręcz przeciwnie wtedy zaczyna się zabawa!
To czego byśmy nie chcieli to wiatry południowe. Silniejsze wiatry SE, S, równoległe do linii brzegowej skutecznie odetną termikę. Na szczęście te kierunki nie należą do częstych. Delikatny SW byłby wymarzony na termo-żagiel, ale na to raczej z kategorii „fajnie by było”.

Pewnie da się dużo więcej polatać, mi udał się taki 30 km trójkącik http://xcportal.pl/node/115735

 

Na koniec krótki, mam nadzieję że zachęcający filmik.